Stół | The table

24 maja 2010


No to proszę – coś nowego. Postanowiłem, że stół stojący na tej fotografii wykorzystam jako temat do kilku zdjęć. Zobaczymy co z tego wyjdzie. A dzisiaj na stole, moja prywatna modelka Maja Wozaczyńska ;)

Zastanawiałem się, kiedy dorośnie na tyle, żeby wytrzymać te całe nastawianie i kadrowanie aparatem wielkoformatowym. No i już wytrzymuje, nawet się nie ruszyła, a jeszcze 3 miesiące temu nie było mowy, totalne adhd ;)

Kilka strzałów z Wiednia | Few shots from Vienna

5 stycznia 2010


Jak w tytule – ot kilka kwadratów z sylwestra w Wiedniu. Różne warunki, różne klisze – HP5 @3200, Delta@6400, Rollei Retro@800 – nie pamiętam co gdzie, ale idzie się domyślić momentami ;)

u009

u010

u011

u012

u017

u023

u025

u028

u030

u031

u033

Ślub, dziecko, pies – czyli będzie banalnie… The, couple, the child and the dog – another trivial wedding story :P

3 lipca 2009


Nie tak dawno, miałem przyjemność robić zdjęcia na ślubie Asi i Adriana. Część z Was pewnie już ziewa – na samą myśl o zdjęciach ślubnych. No cóż… jedni je lubią, a inni uwielbiają ;) Ja tam na ten przykład jestem… niewłaściwym przykładem :P

Ale mniejsza z tym, kto kogo zabił (to taki cycacik z Monthy Pythona jakby ktoś tu zaglądał z młodego nieświadomego pokolenia)… Tak czy inaczej, cieszy mi się micha zawsze, gdy robiąc zdjęcia ślubne trafiam na fajne pary, na ciekawych ludzi. Dodam do tego, że nie cierpię typowo ślubno/blogowego lania wazeliny – ah jaka cudowna para, ah jacy cudowni ludzie… ;) Jak ktoś jest fajny, to jest i cześć. A pomiar fajności odbywa się u mnie za pośrednictwem fotografii. Jak uda się zrobić komuś coś fajnego, znaczy że jest fajny :P  A ta para, przyjechała do mnie z Trójmiasta specjalnie po to, żeby zrobić jedno zdjęcie. Owszem, było też parę innych – zrobiliśmy całą sesję plenerową (choć ciężko ją nazwać „normalną”). ;) Ale te zdjęcia plenerowe mogliśmy zrobić i w trójmieście po ślubie, mogliśmy zrobić je w sumie w każdym miejscu, ale oni chcieli koniecznie mnie odwiedzić – jak sami powiedzieli po podróży – wyjechać pod Berlin :D

A co powstało – ot, prosty portret rodzinny z wielkiego formatu. Taki na ścianę w domu. Tata, mama, dziecko, pies. Czy tam mąż, żona, córka i suczka ;) I miłość do dziecka… Co się mówi dziecku z miłości? To wiedzą tylko rodzice ;) A ja proszę… pokazuję na zdjęciu…

I jednocześnie, chiałbym przeprosić wszystkich miłośników i znawców języka angielskiego, bo po drobnych namowach postanowiłem pisać również w tym języku – co może być bolesne dla każdego kto odrobinę zna ten język ;) Ja bowiem go nie znam i będę kaleczyć jak tylko wlezie ;) Ale i tak jestem mądrzejszy od translatora googli, więc co mi tam…

I had a pleasure to shoot a wedding of Adrian and Asia, recently. That was a pleasure, because they are really open minded people. They travel a lot of kilometers to shot only one photo.  Altough, we shoot whole session, but it can be done everywhere. But my 25 kilograms 8×10″ was the reason, that I can do this photo only in my place. In my atelier. So, what do we have? The couple, the child and the dog… I don’t know how is it in english, but in polish language, we says that we can eat somebody from love. Maybe it’s the same, I really don’t know. And the last thing is, that, I’m sorry for my english. It’s not perfect, not even good enough, but It’s a lot better than google translation :D

*** zdjęcia ślubne pozowane