2 października 2009
Dziś nie będę pisał o zdjęciu, bo i nie ma to większego sensu. Sylwia i Bartek stali, znajomi fotografowie w postaci Fotofabrykantów pomagali trzymać spodnie i wycinać dziury w tle, Magda pilnowała ułożenia ciuchów, a ja sobie pstrykałem. Taka tam praca zespołowa, za pomoc podziękować ładnie ;)
Today, I will not write about the picture, because it has no sense. Sylwia and Bartek stands straight, my friends which are photographers known as Fotofabryka, helped us to keep the pants and to cut holes in the background, Magda takes care about arrangement of clothing, and I was shooting. Great teamwork, thanks for your help ;)

Ale zdjęcie to jedno, dziś chciałem podzielić się z Wami moim ostatnim przeżyciem. Będzie krótko, zwięźle i na temat. Będąc ostatnio w centrum handlowym w Koszalinie, przyszło mi do głowy zajrzeć do Empiku, gdyż dawno nie oglądałem żadnego nowego albumu z fotami, a pomyślałem, że może coś nowego rzucili. Zatem skierowałem swe kroki ku półce szumnie zwanej „sztuka”. Patrze, a na półce ze 3 poradniki, ze 2 podreczniki historii sztuki i koniec… Pomyślałem więc, że coś poprzestawiali i wspólnie z żoną zaczęliśmy poszukiwania. Niestety jedyne co znaleźliśmy, to periodyki typu „artystyczna fotografia cyfrowa w fotoszopie, dla opornych”… hmmm… Nie zrażając się tym faktem stwierdziliśmy, że to widocznie wina tego, że większy Empik znajduje się w innym, nowszym i większym centrum handlowym, a salon w którym byliśmy odszedł w zapomnienie. Trudno się mówi.
Ale ze 2 godzinki później musieliśmy się udać do owego większego centrum, zatem na zakończenie uroczej przechadzki doszliśmy do wniosku, że tu również odwiedzimy salonik Empiku. I w tym momencie, nie chce mi się już opisywać całej sytuacji od nowa, wystarczy przeczytać to co napisałem powyżej. Oczywiście nie było ani jednego albumu. Chociaż przepraszam – było jedno wydawnictwo, wyglądające jak album, ale składające się z luźnych kart z fotografiami – nie pamietam zresztą czyimi, bo były to foty budynków , krajobrazów, a takowych mój prosty umysł nie ogarnia.
Pora zatem na przemyślenia. 2 niemałe salony, miasto 100tys. mieszkańców i 1 wydawnictwo tematyczne, zero jakichkolwiek albumów. O co tu kurde chodzi??? I tak się nieśmiało zastanawiam – często fotograficy ubolewają nad brakiem świadomości fotograficznej wśród społeczeństwa, nad brakiem gustu. A skąd k…a ludzie mają mieć pojęcie, skoro jedynymi fotografiami, które można obejrzeć w takim nienajmniejszym w końcu mieście są pstryki w kolorowych magazynach. Szok.
I przypomniało mi się jak ostatnio kolega opowiadał mi jak to będąc na Węgrzech wszedł do sklepu i zobaczył oprócz wszystkich możliwych Taschen, jeszcze kilka razy taką ilość albumów węgierskich, często mało znanych fotografików. I jedna sprawa, to ta o której pisałem wyżej, że wogóle nie ma co oglądać, a jeszcze inna sprawa, to promowanie i duma z własnych twórców. Jak to jest, że u nas można tylko biadolić, że coś jest nie tak, a tacy Węgrzy pokazują na papierze wszystko co się da. Eh… A naprawdę chciałem sobie kupić jakiś ciekawy album. I znów będę musiał kupić coś przez net, i nawet nie będę miał szansy zajrzeć najpierw do środka.
Sorry mates, I will not translate whole of the text above. That’s because, the text contains only my complaining about lack of photography albums in a bookstore in my place ;) I think that, this could understand only people in Poland :)